reklama
WYSZUKIWARKA
OSTATNIO NA FORUM
~Paulina: Tzw "nowości" kupuję zazwyczaj kilka miesięcy po premierze. Staram się czytać recenzję, ale najczęściej wybieram pod wpływem autora. Wiadomo- ulubionego twórca kupuje się niczym kota w...
~ewapfeifer: Z grubsza chyba tak. Nadal pozostają dla mnie zagadką badania rynkowe, wg. których najlepiej sprzedaje się sensacja, kryminał i pokrewne. Nijak mi się nie zgadza z praktyką. Może specyfika...
~Tajemniczy_Mezczyzna_z_Teczka: Yhym, czyli z jednej strony ludzie obeznani mają duży wybór, bo wiedzą gdzie szukać, ale problemem jest kasa, bo musieli by wydawać dużo za dużo, tudzież to, że nowość nie zawsze jest...
~kazek:Horrorów w naszych bibliotekach rzeczywiście jest tyle, co kotek napłakał. Jakby bibliotekarze wstydzili się zamawiać "takie" tytuły :(
~Paulina: Uwielbiam moją powoli powiększającą się biblioteczkę i jeśli trafiają mi się pieniądze do wydania to wydaje je właśnie na książki ;) Staram się szukać jak najlepszych i...
newsLETTER
 zapisz się |  zrezygnuj
reklama

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Dobry zły bohater

Jakiś czas temu mama (amatorka lekkich komedii kryminalnych i romansów) pożyczyła mi powieść o tytule „Groteska”, ponoć japoński bestseller. Skrzywiona, jakby przeżuwała właśnie garść dżdżownic, powiedziała: fajnie się czyta, ale ja naprawdę nie rozumiem, po co ludzie piszą takie książki. Ty chyba coś takiego lubisz…


No lepszej reklamy nikt by nie wymyślił. Zasiadłam do lektury, nieco opasłej, bo 631 stronnic to niby nie do dziabnięcia na jeden raz… Nie? Akurat. Jeden dzień, a książka została pożarta. Czytałam, choć z każdą przewróconą stroną powieść coraz mniej mi się podobała. Nie zawierała drastycznych scen, nie była ani banalna, wtórna, ani nawet źle napisana. Mama miała rację – czytało się dobrze… Trzasnęłam książką o blat stołu i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego spędziłam dzień na czytaniu czegoś, co mi się nie podobało? Być może odpowiedź została zawarta w tytule – groteska. Obyczaj reklamowany jako „mrożący krew w żyłach”, opowieść o prostytutkach, które kierowały się w życiu tak niezrozumiałymi dla mnie wartościami, że mogłabym to uznać za fantastykę. Wstrząsnęło? Nie. Zniesmaczyło? Minimalnie. Ale długo nie mogłam zapomnieć o tej książce, a przecież kiepskie książki zwyczajnie odkłada się na półkę z nadzieją, że uda się je sprzedać w antykwariacie. A chodziło tylko o zwykłą wredotę i zawiść, coś tak pospolitego, że nie sposób się z tym minąć. Zachowanie bohaterki, niby spotykane na każdym kroku, choćby w zbyt długiej kolejce, spowodowało, że każdy kto spotkał tę kobietę – obrywał rykoszetem od jej negatywnych emocji. Nie polubiłam jej, ale też nie znienawidziłam. A i tak pamiętam.

Na złego bohatera można fuknąć, ale czasem zdarza się taki, którego wręcz się nienawidzi. Ruth z powieści Ketchuma i jej synowie, dzieci. O ile nienawiści do niej wcale nie trzeba tłumaczyć, to w momencie, gdy chce się powiedzieć – i tych… no właśnie, dzieci… I tu zaczynają się schody, bo całą gromadę najchętniej wysłało by się do samego piekła, ale wręcz na siłę szuka się usprawiedliwienia. Brali przykład z matki, gdyby nie ona, nie wyrządzili by zła. Zrobili to, ale mają wytłumaczenie… Taką książką nie trzaska się o blat stołu, rzuca się nią o ścianę.

Następny schodek – zły bohater, ale do polubienia. Taki na przykład Marlowe od Chandlara. Wyszczekany, bezczelny, mający obyczaje tam, gdzie słońce nie dochodzi, w dodatku nieczęsto trzeźwy. Na pewno przeciwieństwo rycerza na białym koniu. Lubiany? Lubiany. Podobnie jak Mock od Marka Krajewskiego. Cham, zimny drań, ale popularność kryminałów z tą postacią w roli głównej mówi sama za siebie.

Ciekawym przypadkiem jest też tytułowy złodziej od Jacka Skowrońskiego. Wyrafinowany przestępca, któremu kibicuje się już w chwili, kiedy wpada w pierwsze tarapaty. Uwielbiam tę postać, choć jakby mi ktoś obrobił mieszkanie, to delikatnie mówiąc… nie, nie da się tego powiedzieć delikatnie.

Najciekawszym jednak zjawiskiem jest sytuacja, w której bohater dokonuje rzeczy niewybaczalnych, okrutnych. Złych w każdym calu. A czytelnik nie potrafi odczuwać do niego nienawiści. Bo bardzo łatwo jest stworzyć bohatera, którego czytelnik znienawidzi. Niech wyrządzi komuś krzywdę bez uzasadnienia. Nawet jeśli się okaże, że to świr, co nas to obchodzi, na pierwszym planie jest cierpienie ofiary. Jeśli natomiast autor umiejętnie odwróci kota (a właściwie kata) ogonem, gotowi jesteśmy współczuć komuś, kto zasługuje na najgorszą karę. Na to, co sam uczynił albo i gorzej. Tortury, wieczne potępienie, cokolwiek, byle dostał za swoje. A cały bajer polega na tym, że czytelnik nie chce, by dosięgnęła drania sprawiedliwość. Literatura zna takie przypadki.

Wśród współczesnych pisarzy na tym polu chyba największe wrażenie zrobił na mnie Patrick Senecal. Potrafi namieszać w głowie, żonglować rolami ofiary i zbrodniarza. Podobnie jak Thomas Harris, który sprawił, że polubiłam kanibala. Od bronienia przestępców ponoć są prawnicy, nie pisarze… Choć w tym świetle autorzy powinni podpatrzyć kilka sztuczek u adwokatów. W końcu mało co robi takie wrażenie jak dobry zły bohater.

Kasia Szewczyk




Sondaż
Oceń artykuł "Dobry zły bohater":
5
4
3
2
1
stat4u

Wydawnictwo Fu Kang © 2011
All Rights Reserved
[O Fu Kang] [Mapa witryny] [Polityka prywatności] [Kontakt] [FAQ] [Współpraca] [Reklama]