reklama
WYSZUKIWARKA
OSTATNIO NA FORUM
~kazek: W prawdziwym życiu też raczej nie spotyka się osób krystalicznie czystych. Ludzi kocha się nie tylko za ich cechy pozytywne, ale i za... wady. Pod warunkiem oczywiście, że nie składają się...
~kazek: Jak kiedyś stwierdził ktoś mądry, najgorsze do przeżycia jest to, że wszystko jest do przeżycia. Praca/służba - jak zwał tak zwał - polegająca na tropieniu sprawców zbrodni czy...
~FuKang:Uprzejmie donoszę, że...
~ewapfeifer: Chciałam poprawić mój poprzedni post, ale się usunęłam. :) Niczego nie złamałam... napisałam jedynie, że: O tym, że bohater świetlany jest nudnawy świadczy choćby nasza literatura...
~FuKang:Zapraszamy do komentowania.
newsLETTER
 zapisz się |  zrezygnuj
reklama

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Pociąg do..? - MIEJSCE II: Max - Pociąg do...

Ostry gwizd przeciął powietrze, co tchu czmychnął w obłoku pary i odbił się echem w dalekiej głuszy… Mało oryginalne! Może powinienem powiedzieć „rozpłatał” zamiast „przeciął”. Zawsze to jakaś odmiana, ale przecież nie oto w tym wszystkim chodzi, nie to jest najważniejsze.

W nowoczesnych lokomotywach nie ma gwizdków, dlatego wybrałem stary parowóz, w którym od czasu do czasu trzeba wypuszczać do atmosfery, nagromadzony pod zwiększonym ciśnieniem, zapas pary. A poza tym nowoczesne są zbyt szybkie, a na dobrą masakrę potrzeba troszeczkę czasu.
Chciwość! Tak, to była chciwość. Motyw, który kazał mi wsiąść do tego pociągu. Jeden z siedmiu grzechów głównych. Przez niektórych nawet uważany za największy, mimo swojej drugiej pozycji w rankingu. Chciwość kryła się gdzieś w podświadomości, czekała na pretekst, żeby przypomnieć o sobie. A później, kiedy pojawił się ten pretekst, było marzenie, pragnienie, pożądanie, niewyczerpana żądza posiadania. A u podstaw wszystkiego drzemała zwykła zachłanność. To musiało być właśnie to. Na usprawiedliwienie mogłem tylko dodać, że po prostu mam upodobanie do horroru.
Pierwszy wagon to była betka, a nawet przyjemność. Pierwsza klasa. Mało pasażerów. Ludzie są skąpi i mają niską samoocenę. Przez chwilę obawiałem się, że w drugiej przedziały są zapchane, a ci, dla których zabrakło miejsca, sterczą na korytarzach. Wyobraźcie sobie kibiców wracających z niczym z jakiegoś meczu o wszystko albo pielgrzymów, którym odpuszczono grzechy i teraz są gotowi na sprawy ostateczne. Pełne ręce roboty. Ale, na szczęście, to mi nie groziło. Byli tylko ci, którym pozwoliłem wsiąść.
Ostatni przedział w drugim wagonie. Szarpnąłem i zamknąłem za sobą drzwi. Zanim wyszedłem na korytarz, zgasiłem światło i zaciągnąłem zasłonki. Nastrój! Spojrzałem w dół. Z butów ściekała krew. Tego nie można było uniknąć. Pociągnąłem wzrokiem w prawo. Od jakiegoś czasu znaczę szlak swojej wędrówki krwawymi śladami.
Sok! Tak, to sok pomidorowy. Ketchup, jak z niskobudżetowych horrorów. Komuś rozbił się słoik albo pękła plastykowa butelka, a teraz wszyscy roznoszą pomidorowe ślady na butach. Każdy na pewno tak to sobie wytłumaczy. Uspokoiłem się. Zamknąłem oczy. Teraz słyszałem go wyraźnie. To zdanie. Był tam. Przyzywał mnie. Mam niewiele czasu. W końcu dotrę do niego i zakończę to.

„Wstrzymał oddech, próbując dostrzec w ciemnościach coś, cokolwiek, co pozwoliłoby mu odkryć źródło tych dziwacznych, a zarazem nieoczekiwanie pociągających dźwięków”… - odczytywał kolejny raz i wciąż nie mógł się skupić. Rzucił okiem na małoletniego pasażera. „Przepraszam, czy mogłaby pani uciszyć to małe bydle i usadzić je na dupie!”. Był już tak zdenerwowany, że tylko te słowa cisnęły mu się na usta. Powinien zareagować wcześniej. Ale nie, on tylko się uśmiechał do kobiety, która uśmiechała się przepraszająco do niego. Gówniarz za to ryczał ze śmiechu i kpił sobie z nich obojga. „Przepraszam, to troszeczkę mi przeszkadza, czy mogłaby pani jakoś poskromić tego małego łobuziaka” – tak brzmiały w jego głowie słowa jeszcze jakąś godzinę temu. I uśmiechnąłby się przymilnie, a przed „łobuziakiem” zrobił pauzę, że to żartobliwe. Kto wie, jak zareagowałaby kobieta? Nie wygląda na taką, co zrobi awanturę, ale małe bydle też nie wyglądało na możliwe do poskromienia. Trudno. Musi się przemęczyć. Nigdy nie był dość asertywny, zawsze tłumił w sobie złość. I tak zostało. Kiedyś to eksploduje, a potem banda psychiatrów będzie się zastanawiać, jakie były powody, że spokojny, zrównoważony człowiek, który zawsze wynosił śmieci, wysadził w powietrze żłobek. Zawsze mówią o tych śmieciach. Miarą równowagi psychicznej jest zdolność do wynoszenia śmieci!
Gówniarz biegał tam i powrotem od drzwi do okna, szturchając go.
- Co mnie tu trzyma, przecież mogę zmienić przedział! – pomyślał, ale zza ściany dobiegły dzikie śmiechy i w jednej chwili zamiar uleciał z jego głowy.
- To ci z kamerą - przypomniał sobie. Dziwne, jak ludzie reagują na obiektyw, nagle dostają małpiego rozumu. Westchnął i spróbował odczytać raz jeszcze feralne zdanie.

Trzeci wagon. Drugi przedział.
- Przepraszam Państwa… - unoszą głowy, a ja jednym chlaśnięciem otwieram trzy gardła. Gracja, koordynacja, determinacja!
Piąty przedział.
Szósty.
Jestem już u kresu mojej drogi. A ona była długa...

Sąsiedni przedział znowu eksplodował śmiechem. Obaj spojrzeliśmy w tamtą stronę, jakby dało się coś zobaczyć poprzez ścianę. Taki głupi odruch. W drżących dłoniach trzymał książkę spryskaną krwią łobuziaka i jego matki. Palec tkwił między kartkami, jakby miał nadzieję, że pozwolę mu dokończyć.
- Wiesz dlaczego tu jesteśmy? – spytałem. - Do czego mamy pociąg?
Pokręcił lękliwie głową.
- Do horroru – wskazałem na lekturę w jego dłoniach.
Uniosłem nóż, który upuścił kilka kropel krwi pozostawionej przez współpasażerów. A potem błyskawicznie ciąłem, chlastałem, wywijałem, jak dyrygent batutą, wskazując orkiestrze dynamikę finału w swoim najlepszym koncercie. Mordowałem, aż do ostatniej kropki…


Sondaż
Opowiadanie POCIĄG DO... oceniam na:
5
4
3
2
1
stat4u

Wydawnictwo Fu Kang © 2011
All Rights Reserved
[O Fu Kang] [Mapa witryny] [Polityka prywatności] [Kontakt] [FAQ] [Współpraca] [Reklama]