
Przyznaję, że lubię kryminały, przy grozie odpoczywam, tajemnica mnie pociąga. Nie, nie jestem psychopatką. Jedni czytają romansidła inni wolą zagadki. Psychologia notuje takie przypadki i wcale się im nie dziwi.
Dociera do mnie, że istnieje pewna różnica między zbrodnią w książce a tą w życiu i wcale nie mam pewności czy chciałabym znaleźć się naprawdę "na akcji", na rzeczywistym miejscu zbrodni. Z punktu widzenia kanapy przed telewizorem jest fajnie, w książce też przyjemnie, ale podejrzewam, że na tym przyjemność się kończy.
Jeżeli naukowcy wynajdą kiedyś książkę wielozmysłową, to być może po przewróceniu strony zejdziemy z naszym ulubionym śledczym do zatęchłej, cuchnącej piwnicy, poczujemy nieświeży zapach i rozpoznamy go jako... brrr. W kinie może się taka rzeczywista rzeczywistość również okazać mniej pachnąca, a do tego wiatr i deszcz...
Czasami docierają do nas informacje, wg których w sumie praca w wydziale kryminalnym jest nudna... dopóki się nie wydarzy wielka sprawa. Policja przebąkuje coś o zrytych beretach, o chorej psyche, o leczeniu stresu alkoholem, więc może lepiej widzieć te sprawy w odcinkach, albo w powieści.
Jednak chciałabym choć trochę skonfrontować "romantyczną" fikcję z przyziemną codziennością kryminalnych. W końcu gdyby za tym wszystkim nie kryły się tajemne moce ludzkiego - pokrętnego - umysłu, meandry psychiki, wydarzenia, jakich nie wymyśliłby najwybitniejszy zdobywca Oscara, ludzie nie interesowaliby się zbrodnią aż tak.
Kwestia tego zainteresowania, to już temat na inną rozmowę.
Posterunkowa Perz
